Wprowadzenie, czyli osobista refleksja
To ja? To rzeczywiście ja? To jest Piotr Blajer?
Patrzę na to moje zdjęcie zrobione przez fotografa i powiem Wam, że nie wiem jak to się stało, że czas tak szybko minął. Patrzę na te moje zmarszczki pokazujące, że i śmiałem się dużo w życiu i dużo czasu spędzałem na zewnątrz niezależnie od pogody. I miło i ciężko jednocześnie było w moim zawodowym życiu. Było zimno, ciepło, było gorąco, był mróz, palące słońce i deszcz. Były zgrabiałe z zimna palce i był pot na czole. Były bolące plecy i spracowane ręce. W sumie to wciąż są. Bo nie uciekam przed pracą w pasiece. Może teraz odrobinę wolniej pracuję, ale za to efektywniej i wciąż z tą samą pasją. Wciąż czuję, że jest coś do udoskonalenia i do odkrycia. Coś do poprawienia i zrealizowania.
Jak do tego doszedłem? A może jak życie mną pokierowało? Chyba będę musiał znaleźć jakiś początek tej historii. Początek, który pozwoli wyjaśnić dlaczego jestem teraz tym, kim jestem.
Mój pierwszy kontakt z pszczołami - historia, która wszystko zmieniła
Urodziłem się …
Nie, tak to chyba nie zacznę, bo tak zaczął każdy, kto żyje. Z resztą ci, którzy nie żyją, też tak zaczęli.
To może …
… jak rodzice zabrali mnie do … . Tak też nie. Większość z Was rodzice gdzieś zabierali.
Chyba muszę sobie przypomnieć coś, co rzeczywiście było pierwszym silnym impulsem, który zapisał mi w głowie kierunek na życie z naturą.
I chyba znalazłem! Znalazłem ten impuls. Amerykanie mają na to takie ładne słowo: trigger.
To był moment, kiedy mocno poczułem ambiwalentne emocje. Chociaż samego słowa “ambiwalentne” wtedy nie znałem. Dziesięć lat miałem wtedy.
Poczułem jednocześnie i strach i chęć spróbowania. I dumę, że spróbowałem i wstyd, że się bałem. I zaciekawienie i chęć poznania i chęć ucieczki. Poznałem z bliska dźwięk przed którym uciekałem i który po chwili przestał być straszny. I zapach! Zapach był urzekający. Mocno wbił mi się w głowę i zmysły. Zapach łąki, rozgrzanych traw, zapach wosku, pyłku i miodu. Zapach ula. Mogę się pokusić o stwierdzenie, że nawet zapach życia, energii i istoty natury.
Do teraz to wspomnienie wciąż jest żywe!
Tak było, kiedy dziadek zaprowadził mnie do malutkiej pasieki niedaleko mojej wsi – Chorzów (tej na Podkarpaciu, nie na Śląsku). Dziesięć lat i trzy ule. Dostałem trzy pszczele rodziny, trzy żywe i energetyczne ekosystemy. I okazało się, że od tego momentu to ja miałem być ich opiekunem i właścicielem! To wtedy dziadek powiedział mi, żebym się nie bał (łatwo mu było powiedzieć!) i żebym przyłożył ucho do wyjętego z ula plastra i siedzących na nim całej masy pszczół. A później powiedział, żebym zamknął oczy i delikatnie przyłożył policzek do nich. Uspokajał mnie, żebym się nie bał, bo jak nie będę się bał, to i one też nie będą. I nie będą ŻĄDLIŁY (akurat tego jednego słowa BARDZO NIE CHCIAŁEM wtedy usłyszeć!).
No i nie użądliły.
Łaskotały trochę tylko. Zaufały mi. A ja im …
A później, kiedy odłożyłem (BARDZO, BARDZO dumny z siebie) ostrożnie drewnianą ramkę z plastrem miodu i pszczołami z powrotem do ula, dziadek dał mi kawałek plastra miodu do spróbowania.
Powiem wam trzema słowami: To była magia!
Ten smak nieprzefiltrowanego miodu, jego płynna słodycz i struktura delikatnego woskowego plastra naprawdę były dla mnie magiczne. To było coś więcej niż słodycz ze słoika, którą się wcześniej zajadałem.
Na to doznanie złożyło się wiele czynników. Miejsce na granicy lasu i kwietnej łąki. Niemal dziewicza przyroda, piękna i ciepła wiosenna pogoda, zapach obudzonej po zimie natury. Dźwięki i smaki. Powtórzę: dla mnie to była magia! W najczystszej postaci.
Od tego się zaczęło. I praca, i odpowiedzialność się zaczęła i z ciekawości zrodziła się pasja do przyrody. Pasja do śledzenia złożoności i zależności ekosystemu. Pasja na resztę życia.
A później?
Później było po części to wszystko, co i Was pewnie w życiu spotkało.
Młodość, życiowe wybory i rozczarowania - czyli moja droga dojrzewania
Była szkoła, były lekcje, były spotkania z kolegami i koleżankami, koniec podstawówki, dziecięce zabawy, te bezpieczne i te po których wielu rodzicom włosy by posiwiały …
Później wybrałem szkołę średnią. Chyba nie zdziwicie się, jak Wam powiem, że wybrałem technikum leśne (w Lesku). Tu też do końca grzecznie nie było. Ale gdzieś tą dziecięcą, a później młodzieżową energię trzeba było rozładować. I tu też dobrze, że rodzice wszystkiego nie wiedzieli.
Ale mimo wielu pokus czyhających na młodego, niedojrzałego człowieka, wciąż ciągnęło mnie do natury. Więc po technikum wybrałem się kierunkowe studia. I po kilku latach nauki wyszedłem z krakowskiej Akademii Rolniczej z dyplomem magistra inżyniera leśnika.
Cały świat stał przede mną otworem!
Tak mi się wydawało!
Tylko wydawało!
Bo przyszło zderzenie z nieciekawą dorosłą rzeczywistością. W której każe się młodym, nieukształtowanym jeszcze ludziom wyrzekać i rezygnować z ich ideałów i przymykać oczy na małe i większe świństwa. Zderzenie z rzeczywistością, w której łamie młodym ludziom charaktery i psuje to, co psute nie powinno być. W której z młodego ambitnego młodego człowieka szybko robi się młody zgorzkniały dorosły. W której nie ma miejsca na ideały, jest tylko miejsce na pieniądze i mało ciekawe układy. Nie każdy potrafi to znieść bez szwanku i bez emocjonalnych kłopotów w dorosłym życiu. Chociaż, z drugiej strony, wielu radzi sobie świetnie i pływa doskonale w tej mętnej wodzie. Ja wolę czystą, naturalną, zdrową wodę. Tak mam.
Po studiach poszedłem do wymarzonej pracy. Tak mi się wydawało, że wymarzonej. Rok trwała ta iluzja. Iluzja, która została odarta z nadziei. To co zostało odsłonięte, pokazało ogrom ludzkiej fałszywości. Sen prysnął i obudziłem się w kolejce po “kuroniówkę”. Rzuciłem to leśnictwo w cholerę. Niestety. I powiem Wam, że patologia leśna z której uciekłem, w bardzo wielu miejscach trwa, a w niektórych nawet się pomnaża. I to wykładniczo!
Kilka lat!
Kilka ładnych lat zajęło mi, przypomnienie sobie, gdzie jest moje miejsce, gdzie jest moja magia…
Narodziny pasieki “Królewskie Miody”
Po tym jak w 1996 roku wyjechałem na studia do Krakowa, wróciłem w 2003 po studiach i mało udanej pracy do Chorzowa (tak, tak, tego mojego, podkarpackiego, nie śląskiego). Wróciłem do pracy w pasiece. Mojej pasiece! I założyłem firmę. I firmę i pasiekę nazwałem “Królewskie Miody”. Tak zostało do dzisiaj.
W międzyczasie szkoliłem się, dokształcałem, dociekałem istoty rzeczy obejmujących pszczeli ekosystem. Wciągałem się w to coraz bardziej i coraz bardziej mi się to podobało.
Wsparcie, współpraca i osobiste sukcesy
I Pierwsze sukcesy się pojawiły i praca u podstaw zaczęła.
Z Krakowa nie wróciłem sam. Wróciłem z Krakowa z osobą, która jest w moim życiu do dzisiaj. Z moją żoną Martą. To pierwszy sukces. Bo jej energia i pasja do natury połączyły nas nierozerwalnie, jej siła i mądrość pozwoliły i mi, i nam, stworzyć coś unikalnego. Coś, co trwa do dzisiaj…
Drugi sukces przyszedł po 4 latach opieki nad moimi pszczołami, zbieraniem, konfekcjonowaniem i dystrybucją miodu i innych pszczelich produktów: pyłku, pierzgi, wosku i mleczka pszczelego. W konkursie organizowanym przez Urząd Marszałkowski Województwa Podkarpackiego i Regionalny Związek Pszczelarzy w Rzeszowie moja (właściwie to nasza) pasieka zdobyła w 2007 roku tytuł najlepszego gospodarstwa pasiecznego na podkarpaciu.
Społecznik i edukator - walka o uczciwy rynek miodu
W międzyczasie, w 2004 roku stałem się współtwórcą i członkiem Stowarzyszenia Pszczelarzy Zawodowych, a w 2005 współtworzyłem Stowarzyszenie Pszczelarzy Polskich “Polanka”. Chciałem działać społecznie, wspierać rzetelnych uczciwych pszczelarzy, wprowadzać nowych adeptów w arkana sztuki pszczelarskiej, pomagać rozwijać ten wyjątkowo istotny dla rolnictwa element ekosystemu i segment rynku. Chciałem, robiłem to i dalej robię! Wspieram, edukuję i pomagam rozwijać się innym. Dla dobra nas wszystkich. Bo wszyscy potrzebujemy ciężkiej pracy pszczół. Bez nich nie byłoby pięknych warzyw i owoców, obfitych plonów i przyrodniczej różnorodności.
Zacząłem również nierówną walkę z fałszywym, podrabianym miodem, z fałszem który wypiera z rynku prawdziwy zdrowy miód, fałszem, który powoduje szkody w ekosystemie, jest powodem zamykania dobrych pasiek i wycofywania się z rynku prawdziwych, doświadczonych fachowców.
Statystycznie, co drugi słoik miodu w obrocie detalicznym (a zwłaszcza w sieciach marketów) to fałsz. To nie żaden miód, chociaż tak jest napisane na etykiecie. To mieszanina syropów cukrowych, barwników, czasem odrobiny prawdziwego miodu (płynnego, przegrzanego i pozbawionego wartości) oraz odrobiny pszczelego pyłku. Szczerze Wam powiem, że wstyd mi za tych, którzy taki proceder odpowiadają.
Honeycomb Grand Cru - miód, którego nie da się podrobić
Jak mogę temu zaradzić?
Pisząc na słoiku, że miód jest prawdziwy? Przecież to akurat może zrobić każdy!
Dlatego poza działaniami edukacyjnymi i uświadamiającymi, postanowiłem dostarczać na rynek coś, czego podrobić się nie da. Całe, zamknięte jeszcze plastry miodu – Honeycomb Grand Cru! Coś, co od początku do końca zrobiły pszczoły. Coś co zamyka smak i jakość w naturalnej czystej formie. Ekskluzywny produkt natury. Niepodrabialny. Z najczystszych regionów Podkarpacia.
Honeycomb Grand Cru to nie produkt. To dziedzictwo natury.
Ale pozwólcie, że wrócę jeszcze na chwilę do sukcesów moich, mojej żony i naszej pasieki.
Pszczelarz roku i odpowiedzialność
W 2021 roku przyszła chyba najcenniejsza dla mnie nagroda. Pszczelarski Oskar!
Zostałem Pszczelarzem Roku 2021 w konkursie organizowanym przez Fundację Akademia Pszczelarstwa i Zrównoważonego Rozwoju, którego współorganizatorami są Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie (Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej) oraz Państwowy Instytut Badawczy. W konkursie, którego partnerami są Polski Związek Pszczelarski, Stowarzyszenie Pszczelarzy Polskich “Polanka” i Stowarzyszenie Pszczelarzy Zawodowych.
Sami przyznacie, że jest to coś, czym warto się pochwalić?
Ale wróćmy na ziemię z tych chmur. Bo ta nagroda to nie splendor i chwała tylko odpowiedzialność. Odpowiedzialność za ekosystem, za pszczoły, za utrzymanie jakości, pozyskiwanie i pogłębianie wiedzy oraz nieustanny rozwój.
Po takiej nagrodzie, tym bardziej trzeba było zakasać rękawy i szukać nowych dróg rozwoju. Było nad czym pracować, bo wydajność polskich pasiek w porównaniu z np. amerykańskimi, jest dużo niższa. A poza poprawieniem wydajności szukaliśmy też pomysłów na nowe produkty.
I tak zaangażowaliśmy się z moją żoną Martą w nowe projekty badawcze.
Badania, innowacje i partnerstwo z nauką
Jako jeden z przykładów podam ten, że zakończyliśmy w roku akademickim (2024/25) prowadzony wspólnie z SGGW w Warszawie projekt, który miał dwa główne cele.
Pierwszym celem było znalezienie sposobu na poprawę wydajności pasieki, drugim – stworzenie polimerowej węzy do ramek na których pszczoły budują woskowe komórki, w których zbierają miód. I cel zrealizowaliśmy! W efekcie współpracy stworzyliśmy nową, unikalną ramkę z polimerową węzą pokrytą cieniutką warstwą pszczelego wosku. I dzięki temu rozwiązaniu zwiększyliśmy efektywność pracy pasieki! Doszliśmy do etapu w którym jedna osoba może sama obsługiwać 150 pszczelich rodzin (średnia dla Polski to 20 pszczelich rodzin), a średnia zbioru miodu z każdego ula zwiększyła się do ponad 45 kg miodu (przy polskiej średniej 15 kg). Nowa węza sprawdza się świetnie! A to wszystko, dzięki naszej wspólnej razem z SGGW pracy, otwartym umysłom i kreatywnemu myśleniu całego zespołu.
To namacalny przykład idealnej współpracy! Tak właśnie może skutecznie współpracować biznes z nauką, doświadczenie z innowacyjnością oraz chęci z możliwościami.
Ale to nie koniec innowacji! I to nie jest moje ostatnie słowo!
Aurivia - nowa marka w służbie ludziom
Współpracując z Uniwersytetem Rzeszowskim stworzyliśmy wspólnie z moją żoną (i z naszymi pszczołami) unikalny produkt pod nazwą Aurivia!
Naturalny suplement diety, którego sercem jest produkt dla mnie absolutnie wyjątkowy – mleczko pszczele trutowe. Prawdziwy majstersztyk natury. Substancja ze wszech miar wyjątkowa. Czysta siła natury, substancja bogata w składniki odżywcze, mineralne i witaminy, enzymy, hormony i białka. W pełni naturalny eliksir zdrowia siły i witalności. Stworzyliśmy w pełni naturalny produkt oparty o wiedzę naukową, badania, czystość i bogactwo składu. Ten produkt, to efekt kilku lat prób i badań. I tak naprawdę, to dopiero początek badania i rozwoju tej wyjątkowej substancji. Obiecuję Wam, że to nie jest moje ostatnie słowo w tym temacie!
Co robię dziś? Czyli w poszukiwaniu nowych dróg.
Poza tym co wcześniej napisałem, wciąż badam i sprawdzam nowe substancje produkowane przez pszczoły.
Wciąż staram się znaleźć sposoby na zwiększenie wydajności z każdego ula.
Wciąż staram się stworzyć lepsze węzy usprawniające pracę pszczół i ludzi.
Wciąż badam skład miodów i jego wpływu na ludzki organizm.
Wciąż odkrywam wyjątkowe miejsca zasługujące na to, żeby pozyskiwać z nich miód Honeycomb Grand Cru.
Wciąż krzyżuję (na własne potrzeby) pszczele rasy, hodując nowe matki pszczele.
Wciąż poszukuję nowych czystych i wydajnych pożytków.
Wciąż poszukuję wiedzy i nowych rozwiązań spotykając się z leśniczymi, rolnikami, plantatorami, naukowcami, dietetykami, kosmetologami i pasjonatami natury.
Bo wciąż jest we mnie pasja. I tak pewnie już zostanie. Naturalnie i odpowiedzialnie.
Dlaczego to wszystko ma znaczenie?
To, co wyróżnia moje podejście i podejście mojej rodziny pracy jaką wykonuję? To odpowiedzialność, czystość intencji i rzemieślniczy szacunek do natury. Produkty, które stworzyliśmy: Honeycomb Grand Cru i Aurivia Regia nie są efektem marketingowych burzy mózgów. One są efektem ponad 40 lat pracy w pasiece, współpracy z nauką i uczelniami, walki o prawdę, jakość i naturalność.
Honeycomb Grand Cru to smak luksusu, niepodrabialny miód w naturalnych plastrach. Bez filtracji. Bez fałszu. Z doskonałych i unikalnych miejsc, które sam wybieram. Z czystych, wyselekcjonowanych, wyjątkowych siedlisk.
Aurivia Regia to suplement diety oparty na trutowym mleczku pszczelim, jednym z najbardziej wartościowych i niedocenianych darów ula. W pełni naturalny, czysty, liofilizowany w naszej technologii LioPureX™. Przebadany. Bez konserwantów. Bez obietnic bez pokrycia. Działający w synergii z tym, jak naprawdę żyjesz.
To wszystko ma znaczenie, jeżeli mamy mówić o naturze i jakości, o prawdzie i skuteczności.
Co jest dla mnie najważniejsze?
Nie interesuje mnie szybki, bezrefleksyjny zysk. Interesuje mnie zaufanie, jakość i spokój ducha, z którym moi klienci wracają do mojego miodu i produktów. Bo wiem, że wszystko, co robię, od ustawienia ula po etykietę, ma znaczenie. A każda pszczoła, za którą odpowiadam, każda kropla miodu czy porcja mleczka pszczelego niesie cząstkę tej pracy.
Dlaczego warto mi zaufać?
Bo nie sprzedaję iluzji. Sprzedaję produkt, który powstaje z ciężkiej pracy pszczół. Bo nie obiecuję cudów – obiecuję jakość. Bo wiem, że dobre rzeczy powstają tylko wtedy, gdy człowiek nie przeszkadza naturze, tylko z nią współpracuje.
I co dalej?
Nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa. Pracuję nad nowymi projektami. Wciąż edukuję, testuję, eksperymentuję. Mam w głowie dziesiątki pomysłów, które, jeśli natura pozwoli, a nauka pomoże, staną się rzeczywistością.
Ale jedno się nie zmieni:
